Pocztówka z Tajwanu Tak jak pojawiają się w książceTajwan. Piękna wyspa w oku Tajfunu

Pieczenie całego prosiaka na festiwalu aborygeńskim

Pan Chen (A Li) to mistrz pieczenia prosiaka, otwierający stoisko na ceremoniach i festiwalach ludu Bunun.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Pola ryżowe Fuli

Widzisz gotowy do zbioru ryż w dolinie ryftowej na wschodzie Tajwanu.

Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Mapa fizyczna Tajwanu

Około 70% powierzchni wyspy to wysokie lub średnie góry, porośnięte gęstym lasem deszczowym, a w obszarach kultywowanych, lasami bambusowymi. Trzęsienia ziemi, tajfuny, a nawet ulewne deszcze sprawiają, że szosy i drogi są bezustannie naprawiane. Z mojego doświadczenia stwierdzam, że wystarczyłby nie więcej niż rok zaniedbań, aby cała sieć dróg stała się całkowicie nieprzejezdna, a mieszkańcy nosiliby wszystko na własnych plecach, jak jeszcze w latach 50 i 60.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Porzucony motocykl przy szosie nr 8, wysoko ponad wąwozem Taroko


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Ikoniczny, słynny szlak Zhuilu w wąwozie Taroko

Szlak Zhuilu w wąwozie Taroko. Po trzęsieniu ziemi w 2024 roku został permanentnie zamknięty. Fot. Taroko National Park Headquarters/Lin Maoyao (林茂耀).

Wąwóz Taroko (太魯閣) to najpiękniejsze, ale i najbardziej niebezpieczne miejsce w okolicach Hualien. Budowa Autostrady Centralnej w latach 50. była okupiona życiem setek żołnierzy-weteranów (rongmín). Warunki były tragiczne – pionowe ściany z marmuru kuto ręcznie przy użyciu prostych narzędzi i dynamitu.

Symbolem tego trudu jest Świątynia Wiecznej Wiosny (Changchun), zbudowana nad wodospadem, by upamiętnić 226 robotników, którzy zginęli podczas budowy. Sama świątynia była wielokrotnie niszczona przez osunięcia ziemi i lawiny skalne. Natura w Taroko nie odpuszcza. Ale ludzie też.

Epizodem tej wiecznej batalii było trzęsienie ziemi w kwietniu 2024 roku. Zdewastowało ono wąwóz w stopniu wręcz niewyobrażalnym. Zbocza zostały oszlifowane spadającym gruzem skalnym tak, jakby ktoś po tysiącleciach zaniedbań przedmuchał je myjką karczerową. Ogromne masy skalne zablokowały szlaki, które przez dekady były wizytówką Hualien. Te najsłynniejsze zostały trwale i nieodwołalnie zamknięte dla turystów.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Porzucona szosa z Ilan do Hualian, wykuta w klifach przez Japończyków

Opuszczone odcinki, uszkodzone przez trzęsienia ziemi  
i tajfuny, przyciągają wędkarzy. 

Jednym z wyjątkowych osiągnięć japońskich inżynierów początku XX wieku  jest wybudowana i wykuta w nadmorskich klifach droga z miasta Yilan do Hualian. Pierwszy, pieszy szlak powstał w latach 1874–1876, a więc jeszcze za Mandżurów. Wyzwanie inżynieryjne było tak duże, że 
droga samochodowa powstała dopiero w 1932 roku. Była to trasa wąska, po której grupy samochodów poruszały się konwojami w ruchu wahadłowym. Do czasu oddania do użytku linii kolejowej w 1980 roku, było to jedyne połączenie lądowe Hualian z północą wyspy.

Na początku trzeciej dekady naszego stulecia oddano do użytku cały ciąg nowoczesnych tuneli, które omijają znaczną część najpiękniejszych, a zarazem najniebezpieczniejszych miejsc. Ale nakład pracy na ich bezustanne uprzątanie z głazów i gruzu skalnego to syzyfowa praca. Po tym, gdy jeden z odcinków spad z listy priorytetowego naprawiania, po otwarciu tuneli, został dokumentnie zasypany w kilku miejscach tak dokumentnie, że drogowcy dali sobie spokój. 

Odcinek na zdjęciu poniżej został wędkarzom zabrany przez trzęsienie ziemi w 2024 roku – ścieżkę nieodwołalnie zasypały tony kamieni. Obecnie do tego przepięknego miejsca, idealnego na biwak połączony z obserwacją wschodu słońca, można się jedynie wczołgać wyjściem awaryjnym tunelu samochodowego. Ale komu by się chciało?
Stare i nowe tunele zastępują trasy widokowe, ale mają swoje plusy… ale tylko dla motocyklistów i tylko w chodnych porach roku. Przejazd z Yilan do Hualien to około dwie-trzy godziny jazdy w słocie i chłodzie. Tunele, jako że ich środkowa część jest położona nieco w górę od wylotu, gromadzą ciepłe powietrze, wspomnienie upalnego lata.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Ceremonia strzelania do świńskiego ucha

To ikoniczne zdjęcie przedstawia wszystko, co jest typowe i oczywiste w czasie festiwalu albo grillowania. Nóż, sól, grillowana wieprzowina, tasak do cięcia tejże, reklamówka zamrożonej karkówki, deska do krojenia, dwie miseczki z już upieczonym mięsem, napój Paolyta, butelka wódki (napoczęta), butelka gorzkiej herbaty. Nie było aranżowane - widoczny stan stołu jest taki, jakim go zastałem odwiedzając miejsce festiwalu w jego przeddzień.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Zagłębie ananasów rejonu miasta Pintung

Kolejnym ikonicznym produktem są ananasy. Być może zafunduję niektórym z was szok kulturowy, a może nawet egzystencjalny – ananasy nie rosną na drzewach, a na sięgających mniej więcej do pasa krzakach. Tajwan wyhodował dziesiątki odmian, w tym słynny „ananas mleczny” i „ananas diamentowy”.

O specyfice uprawy opowie wam właściciel plantacji, który przyłapał mnie na obozowaniu na jego polu, gdy byłem w drodze na festiwal aborygeński. Pan Chen uprawia ananasy w ich zagłębiu, rejonie miasta Pingtung. Nie jest to łatwy kawałek chleba (ryżu) – marże na skupie zbite są do granicy opłacalności. Krzak rośnie 16–24 miesiące. Co prawda może wydać drugi plon, ale owoce są mniejsze, 
a więc niesprzedawalne.

Ciekawym epizodem było wstrzymanie importu ananasów przez Chiny w 2021 roku. Interpretowano go jako karę za objęcie rządów przez prezydent Tsai Ing-wen z DPP. W tamtym czasie aż 90% eksportu tajwańskich ananasów trafiało właśnie do Chin. Kara się nie udała…spektakularnie. Prezydent Tsai zainicjowała kampanię w mediach społecznościowych, zachęcając Tajwańczyków do jedzenia większej ilości ananasów. Do akcji dołączyła Japonia. W ciągu zaledwie 4 dni od ogłoszenia bojkotu, zamówienia zagraniczne (głównie z Japonii) i krajowe przekroczyły całkowitą ilość ananasów, która pierwotnie miała trafić do Chin – ponad 40 tysięcy ton.

Mój żart, że plantatorzy powinni cyklicznie zrzucać się na czerwoną kopertę dla KPCh, za robienie podobnych akcji częściej, pan Chen skwitował słowami „częściowo śmieszne”. Żart w zamierzony sposób dotykał drażliwej, politycznej sprawy tego, że import do ChRL jest interpretowany i faktycznie jest formą wpływu KPCh na rezultaty procesów demokratycznych na wyspie. Chodzi o zwiększanie wolumenu zakupów, aby „ożywić” elektorat rolniczy Kuomintangu, oskarżanego przez polityczną konkurencję o kolaborowanie z komunistami z Pekinu.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Zbieranie kawy to nie przelewki, co niemal Grupa Laokona

Nie raz i nie dwa razy dołączałem do brygad zbierających listki herbaty i wisienki kawy. Obie czynności związane są z ryzykiem. Aby podcinać gałązki herbaty należy za pomocą plastra przymocować do palca wskazującego piekielnie ostre żyletki. Moment rozproszenia uwagi dla osoby niewprawnej kończy się skaleczeniem. Zabawy w zbieranie herbaty odpuściłem po incydencie, w którym prawie odciąłem sobie opuszek palca.

Ze zrywaniem owoców kawy jest zupełnie inny problem. W koronach wysokich na około 2 metry drzewek lubią chować się węże, w tym niektóre jadowite. Po tym, jak dwa razy w gąszczu gałązek znalazłem wylinkę, zaostrzyłem środki prewencyjne. Węże same się płoszą na dźwięk ludzkiej aktywności. Trik polega na tym, aby da im sposobność, aby gdzieś sobie poszły – choć nie wiem, czy jest to odpowiednie słowo.

Dobrym sposobem jest głośne tupanie przy chodzeniu, nawoływanie się z innymi... Moim autorskim rozwiązaniem było słuchanie przez głośnik muzyki z filmów –głównie Gwiezdnych Wojen. I tu mam dla was nowinę! Po paru wspólnych dniach pracy jedna starsza pani, po siedemdziesiątce, nauczyła się rozpoznawać styl Johna Williamsa i odróżniać go od dość podobnej muzyki z Basila Poledourisa ze Starship Troopers, której słuchałem rotacyjnie. Szacun.

Zbieranie kawy z widokiem za milion dolarów.

Szczęśliwie, węże na Tajwanie nie są agresywne – ale uważać wciąż trzeba. Przy zbieraniu kawy szczególną ostrożność należy zachować w rzędzie drzewek najbliższym ściany lasu, ale nie jest to regułą. Środkiem bezpieczeństwa stosowanym przez miejscowych jest uderzanie w korony drzewek po pojawieniu się w sadzie kawowym. Często jednak nikt się nie fatyguje tą procedurą.

Konfrontacyjne potkanie z żywym wężem miałem tylko kilka razy. Siedział (wiem, że „leżał”) w drzewku właśnie najbliższym dżungli. Gdy rozchyliłem zewnętrzne gałązki, on popatrzył na mnie, ja na niego. Miał ok. 150 cm długości, główkę wielkości męskiego kciuka, był więc mały. Nie był (chyba) jadowity. Jadowite maj trójkątną głowę.

Wąż spokojnie okręcił się i skierował się w stron lasu, ja powoli puściłem rozchylone gałęzie. Akurat wtedy byłem pierwszą osobą, która weszła na teren sadu kawowego, gdzieś hen, kilka kilometrów od plemienia. W kilkuosobowej grupie zrobiła się minimalna sensacja. Otrzepaliśmy gałęziami dwa rzędy drzewek… i po sensacji. Do roboty!

Podobną sytuację miałem przy innej okazji – przy zbieraniu fasoli. Znowu to ja wypatrzyłem malutkiego węża, nieco grubszego w średnicy od papierosa. Nikt z kilku innych osób nie odważył się gada złapać. Właścicielka ogródka warzywnego zadzwoniła po faceta, który się nie bał. Gość przyjechał, popatrzył, złapał przerażonego węża, odszedł z nim kilkanaście metrów i na chama wyrzucił w przydrożny gąszcz. I po sprawie.

Skoro jesteśmy przy wężach, to sprzedam wam najlepszą opowieść. Nazwałem ją „częste mycie skraca życie”. W 2012 roku mieszkałem w budynku tuż przy granicy lasu. Myłem właśnie gąbką framugę drzwi wejściowych…gdy zobaczyłem, że w moim kierunku bardzo szybko pędzi wąż, goniony przez właściciela posesji. Wąż mnie nie zauważył na czas… I wpadł do środka. Przez sekundę znajdowałem się w jednym metrze sześciennym z uciekającym w panice, dwu i półmetrowym gadem! Nawet nie zdążyłem się przestraszyć. Rozdzielczości procesora starczyło mi tylko na bezbrzeżne zdumienie.

Wąż schował się za regałem z książkami. Właściciel, szczęśliwie, miał doświadczenie. Nie bez trudu wyciągnął węża za ogon, wyniósł i wrzucił w krzaki kilkanaście metrów od budynku. Łuską capiło przez dwa następne dni.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Krzak herbaciany daje nam też... kasztany i olej do smażenia

Bez herbaty w Azji Wschodniej nie ma życia. O uprawie i zbieraniu herbaty wiecie dość z innego rozdziału. Ale na pewno nie wiecie, że nieprzycinany krzew wyrasta na drzewo rodzące kasztany. Z nich można wytłoczyć olej jadalny, nadający się do smażenia, a który wygląda identycznie jak słonecznikowy, a jest jedynie nieco gęstszy.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Powrót z plantacji kawy i herbaty

Najważniejszym magnesem Alishan jest niewątpliwie herbata Oolong. Choć Japończycy wprowadzili w regionie herbatę czarną, to dopiero w latach 80. XX wieku mieszkańcy nauczyli się uprawiać wysokogórski Oolong (ang. High Mountain Tea). Specyficzny mikroklimat Alishan – duża wilgotność i krótkie nasłonecznienie – sprawia, że 
liście rosną wolniej i gromadzą miks aromatów oraz substancji czynnych inny niż w pozostałych rejonach Tajwanu. 
Tarasowe plantacje herbaty, często nachylone pod kątem 45 stopni, mają za konkurenta kawę. Obie rośliny to podstawa lokalnej ekonomi. Za prestiżową herbatę z Alishan miejscowi rolnicy, hurtownicy i sprzedawcy liczą turystom jak za zboże. A ci grzecznie płacą i się cieszą. 

Na zdjęciu... najpiękniejszy widok z betonowej, krętej i stromej drogi, którą miejscowi aborygeni ludu Tsou rano jadą do miejsca zbioru, a po południu wracają.
 


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Co chcesz na kolację? Może pędy bambusa? W maju świeżutkie!

Produktem ściśle sezonowym całego masywu są pędy bambusa. Pojawiają się po deszczach w kwietniu, a są zbierane do około połowy czerwca. Pędy ścina się, gdy wyrastają mniej więcej do wysokości kolana. Należy je na miejscu ociosać z zewnętrznej łupiny. Dzięki temu obsiadają je liczne, pojawiające się z nikąd muchy.

Urobek należy ugotować – inaczej dość szybko się zepsuje. Dwie-trzy dekady temu gotowało się w przydomowych paleniskach, których ruin przy drogach i chałupach jest wciąż pełno. Od kilkunastu lat pędy sprzedaje się do skupu – w każdej wiosce jest przynajmniej jeden. Dopiero ugotowane pędy zwożone są do konsumentów na równiny.

Do transportu pędy ładowane są w wielkie, plastikowe i celowo przeciekające torby. W rezultacie drogi dojazdowe do plemion przez kilka tygodni wieczorami i popołudniami są mokre i niebezpiecznie śliskie. Jadąc krętymi i często stromymi drogami skuterem lub motocyklem trzeba mocno uważać.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Noworoczne kaligrafie

Tajwańczycy rozpoczynają przygotowania miesiąc wcześniej. Kiedy stary rok zbliża się ku końcowi, ludzie mobilizują się do ukończenia realizacji osobistych celów. Wielu Chińczyków stara się spłacić wszystkie długi i rozwiązać nawarstwione przez cały rok problemy. W interesach oznacza to podliczenie i uporządkowanie ksiąg rachunkowych, spłacenie pożyczek i uregulowanie opłat. Wszyscy zaczynają również kupować prezenty i materiały na dekoracje, jedzenie i ubrania.

Szczególnie widocznym zwyczajem jest umieszczanie wokół drzwi domostw zwojów. Są one całoroczne lub typowo noworoczne. Zasada jest jednak taka, że wieszać je należy parami, natomiast trzeci – umieszczony poziomo nad drzwiami hengpi (橫披) – nie jest obowiązkowy.

W lutym 2026 mistrz kaligrafii Baichuan z Kaohsiungu namalował dla nas wyjątkowo piękne przywitanie roku konia.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Święto nie święto, praca domowa sama się nie odrobi

Dzieci na Tajwanie od małego przyuczane są do pracowitości i dyscypliny. Te zdjęcie wykonałem w trakcie wielkiego festiwalu na całe miasto. Dziewczynka, zamiast zbierać cukierki rozdawane przez baśniwe postacie czy przebierańców w strojach religijnych... siedzi i odrabia. Z czasem ich ułożenie budzi nasz największy podziw i szacunek.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Co robić z zepsutym skuterem? Pchać do warsztatu!

Pomaganie nieznajomym w potrzebie Tajwańczycy mają we krwi. Jest to zjawisko ultrakooperacji, które opisuję w rozdziale "Mentalność Azjatów". Moim przykładem z grudnia 2025 roku jest dopchanie skutera do warsztatu przez przygodnie napotkane starsze małżeństwo. Zrealizowanie przysługi wymaga pewnej wprawy po obu stronach – polega na pchaniu popsutego skutera prawą nogą. Do niedawna w bilansie, kto ile razy pomógł, przegrywałem z kretesem trzy do jajca. Na chwilę oddawania tej książki do druku bilans jest 4 do 3 na moją niekorzyść. Generowanie ultrakooperacji psują prawodawcy. Za takie dopchanie można dostać 1200 PLN mandatu. Szczęśliwie, przepis nie jest ściśle egzekwowany.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Niespodzianka zamiast miesięcznego czynszu

Z rozlicznych epizodów podzielę się jednym incydentem. Właściciel budynku, w którym wynajmowałem mieszkanie, naszedł mnie w celu przyjęcia czynszu w chwili, gdy oglądałem Szeregowca Ryana. Jego pech chciał, że filmy wojenne zawsze oglądam z jakimś powiązanym rekwizytem w ręku. Po tym, jak zapukał, uchyliłem drzwi i rzuciłem mu pod nogi atrapę granatu niemieckiego i natychmiast zatrzasnąłem ponownie drzwi. Usłyszałem przez nie głęboko satysfakcjonujące moje jestestwo: „Yyyy?!”


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Słynna Tęczowa Wioska w mieście Taichung

Mieszkaniec Taichungu opowie nam smutniejszą historię. Bardzo świeżą. To historia Tęczowej Wioski (虹彩村, ang. Rainbow Village) i Dziadka-Tęczy, który ją stworzył. Starszy pan pewnego razu zaczął malować ściany starej wioski wojskowej (juancun, 眷村) – chciał uratować ją przed wyburzeniem. Jego naiwne, ale absolutnie unikatowe kolorowe malunki bogów, zwierząt i ludzi szybko zaczęły przyciągać całe hordy turystów. I tak wioska, która miała zniknąć bez śladu, zastąpiona przez kilka eleganckich, nowych apartamentowców, stała się parkiem kulturowym.

Niestety, historia ma mroczny finał. W ostatnich latach życia dziadka (zmarł w 2024 r. w wieku 101 lat) miejscowość stała się przedmiotem brutalnych sporów prawnych o prawa autorskie między firmami zarządzającymi terenem. Doprowadziło to nawet do zniszczenia części malowideł! W końcu jednak władze i deweloperzy stwierdzili, że z tą potęgą, jaką stworzył artysta, nie idzie wygrać. Tęczowa Wioska istnieje do dziś. Jest wyjątkowym miejscem – z jednej strony po prostu krainą baśni, z drugiej zaś symbolem oporu jednostki przeciwko bezdusznemu rozwojowi miasta. Uparty weteran dopiął swego, tworząc ikonę miasta, która – sądząc z mojej obserwacji w wiosce – jest obowiązkowym miejscem do odwiedzenia dla zagranicznych turystów. Tak właśnie ocalił miejsce-pomnik wydarzeń, które ukształtowały dramatyczną historię wyspy i losy jego dawno nieżyjących towarzyszy broni.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Tancerka ludu aborygeńskiego Dawu na Wyspie Orchidei


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Ikoniczne łodzie rybackie ludu Dawu na Wyspie Orchidei


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Panorama miasta Yilan o wschodzie słońca


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Buty wędkarza

Północno-wschodnie wybrzeżę Tajwanu to raj dla wędkarzy morskich. W weekendy jest ich na skałach pełno (zob. inne zdjęcie), a najwięcej w rejonie Smoczej Jaskini.

W Smoczej Jaskini (Longdong 龍洞) znajdziemy najstarsze i najtwardsze skały na Tajwanie –piaskowiec kwarcowy). Lokalni starcy wierzą, że w jednej z jaskiń pod wodą śpi smok, który swoimi ruchami powoduje nagłe przypływy. Skały te mają ponad 35 milionów lat. Ich surowość i pionowe ściany uczyniły z okolicy jaskini się najważniejszy ośrodek wspinaczki skalnej wschodniej Azji. Smutnym wątkiem są wypadki wspinaczkowe i utonięcia, które zdarzają się tu niemal co roku. Longdong jest znane z tzw. „fal-zabójców” (madogui), które potrafią pojawić się zupełnie niespodziewanie nawet przy bezchmurnej pogodzie i zmyć wędkarzy ze skał.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Bunkier przeciwinwazyjny na wyspie Kinmen

Właśnie z uwagi na potrzebę ukrycia się przed ostrzałem Kinmen stała się wyspą-serem – jest podziurawiona setkami tuneli. Najbardziej spektakularnym z nich jest Tunel Zhaishan (翟山坑道), wyryty w twardym granicie. Na oficjalnej stronie Parku Narodowego Kinmen przeczytamy, nadludzkim wysiłkiem. Żołnierze pracowali 24 godziny na dobę, używając jedynie prostych narzędzi i dynamitu. W efekcie powstał kanał zdolny pomieścić 42 małe jednostki 
desantowe.
Dziś tunel ten nie służy już celom militarnym, a turystycznym. Kto zwiedzał Wilczy Szaniec, ten jest w stanie wczuć się w odczucia odwiedzających go turystów z ChRL.

Pod samym miastem Jinning rozciąga się sieć tuneli cywilnych. Mieszkańcy musieli budować schrony łączące ich domy z budynkami użyteczności publicznej. W czasach największego zagrożenia całe życie społeczne – szkoły, banki, a nawet szpitale – przenosiło się pod ziemię.
W roku 2009 rząd rozpoczął proces zwracania gruntów, które w latach pięćdziesiątych zarekwirowano mieszkańcom po to, aby wybudować instalacje obronne. I tak przestały być dostępne kompleksy, których eksploracja była marzeniem każdego eksploratora tego typu obiektów.

Czasem jest i tak, że mieszkańcy odzyskują grunty, ale często wraz z bunkrem, którego nie wolno im wyburzyć bez zgody konserwatora zabytków. Innym problemem jest brak dokumentów. Wiele rodzin uciekło z wysp Mazu, Kinmen i Mały Kinmen podczas ostrzałów, a stare mapy katastralne spłonęły lub zaginęły.

Bunkier widoczny na poniższym zdjęciu, wcześniej część większego parku, po oddaniu pierwotnemu właścicielowi, obsadzony krzakami, stał się całkowicie niedostępny.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Porzucona świątynia Czang Kaj-szeka na północ od miasta Taichung

Twarzą skierowany na południe postument Czang Kaj-szeka w porzuconej, ale chyba wciąż odwiedzanej świątyni na północ od miasta Taichung. Kat, oprawca… I współtwórca prosperity nienawidzących go mieszkańców wyspy Tajwan.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Postument Czang Kaj-szeka

Twarzą skierowany na południe postument Czang Kaj-szeka w porzuconej, ale chyba wciąż odwiedzanej świątyni na północ od miasta Taichung. Kat, oprawca… I współtwórca prosperity nienawidzących go mieszkańców wyspy Tajwan.

Bodaj najbardziej znaną miłośnikom kultury chińskiej jest reguła pozycjonowania władców, w tym przede wszystkim Syna Nieba, czyli cesarza. Ten zawsze zasiadał z twarzą zwróconą na południe. Taką pozycję zajmuje posąg Sun Jat-sena, czyli Ojca Narodu, w mauzoleum  
w Tajpej. W kierunku południa patrzy też posąg Czang Kaj-szeka aktualnie w porzuconej świątyni nieopodal miasta Taichung. Ja sam wykorzystuję powyższą wiedzę do psocenia i imponowania Tajwańczykom. O ile sytuacja pozwala, w firmach, w których mam wyznaczone spotkanie z prezesem lub właścicielem, zwykle przedstawiam się w chwili przybycia formułką w stylu: „Gdzieżże jest ten, który tutaj zasiada z twarzą zwróconą ku południu?”.  

W rzadkich, ale przez to cennych przypadkach, takim żartem udaje mi się zyskać szacunek, będący docenieniem mojej wiedzy o kulturze i historii.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Las cyprysowy w masywie góry Ali

Odkrycie skarbu w postaci zasobów leśnych masywu Ali zabrało Japończykom cztery lata. Natychmiast powstały plany wybudowania linii kolei wąskotorowej do zwożenia 
drewna na równiny. Kolej wybudowano w latach 1906–1912. Dwa lata po jej uruchomieniu ruszył ultranowoczesny tartak w mieście Chiayi. Współcześnie kolejka wąskotorowa jest główną atrakcją turystyczną tego miasta.

Tory, wspinające się na wysokość 2200 metrów, prowadzą do rozległych lasów, w których najcenniejszym gospodarczo drewnem były cyprysy. Eksploatowano je aż do 1965 roku.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Monety ceremonialne do kupienia na bazarku ze starociami

Okrągłe Niebiosa, a w środku kwadratowy świat ziemski. Kosmologiczna symbolika przenika wszystkie sfery życia. Kształt starożytnych monet, w tym ceremonialnych, odzwierciedlał budowę świata.

 


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Zespół do zadań specjalnych SP

Chou Yu-Sheng (周祐陞), to dowódca sekcji w Urban Search and Rescue Corps w New Taipei City. Jego drużyna wysyłana jest do najtrudniejszych zadań. Opowiedział nam jeden z najbardziej pamiętnych epizodów swojej służby. Opuszczali się do wraku samochodu około 1000 metrów w dół po praktycznie pionowych ścianach niedostępnej części przepięknego wąwozu Taroko, głównej atrakcji turystycznej wschodniego wybrzeża Tajwanu.

Tajwańskie góry to nie granit, a często skamieniałe warstwy wypiętrzonych osadów dennych z pradawnych mórz, a w niektórych miejscach sprasowany tuf wulkaniczny. Przy tym wysiłek w dusznym klimacie i tropikalnym słońcu nie sprzyja utrzymaniu ostrożności. Brat bliźniak pana Chou wdrapywał się na głaz zagradzający przejście.

Wtem źle ocenione podłoże pod głazem ustąpiło pod ciężarem człowieka. Chou złapał brata za kołnierz... ale sam zaczął sunąć w dół razem z nim. Wtedy trzeci uczestnik zespołu złapał go za pas. Dopiero to zadziałało.

Pamięć motoryczna, odruchy nabyte w treningach i praca zespołowa, te trzy elementy są najważniejsze. Co ciekawe, ale nie zaskakujące, w kulturze konfucjańskiej nie ma miejsca dla „kozaczenia” i bohaterów. Dowiemy się o tym więcej za chwilę. Póki co, kolektywizm w wydaniu kapitalistycznym sprawia, że z ust pana Chou nie usłyszymy nigdy „nie ma drugiego takiego kozaka jak ja” – nawet gdyby nie miał brata bliźniaka.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Pomieszczenie kontrolne systemu nadzoru bezpieczeństwa całej wyspy.

Po drugiej stronie linii na zgłoszenia czeka załoga ultranowoczesnego Emergency and Rescue Command Center. To call-center dla numeru alarmowego 119, a zarazem coś, co sam nazwałem ośrodkiem budowania świadomości sytuacyjnej.

Na zdjęciu po lewej stronie szef zmiany pan Richard Tsai (蔡志鴻) demonstruje nam ekran ogólnokrajowej sieci czujników sejsmicznych. Ich praktycznie zerowy czas raportu (ok. 3 sekund) pozwala na błyskawiczną koordynację służb i uruchomienie procedur automatycznych, takich jak awaryjne zatrzymanie pociągów szybkiej kolei. Po prawej dyżurni przyjmują rozmowy. Kolorowo świecące sygnalizatory przy każdym z nich informują oficera dyżurnego o typie przyjmowanego właśnie zgłoszenia. Wszyscy mają na oku m.in. szesnaście kanałów telewizyjnych. Rozmaite – w tym nieoficjalne – źródła danych pozwalają pozyskać ogólne i szczegółowe pojęcie o sytuacjach wymagających interwencji w całej aglomeracji stołecznej.

Zupełnie niepozornym, ale być może najważniejszym elementem tego obrazu są małe butelki z wodą, stojące przy monitorach dyżurnego. Woda znajdująca się w nich pochodzi z buddyjskiego błogosławionego źródła i ma przypominać pracującym, że wszystkie ich codzienne wysiłki służą ratowaniu życia.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Pożar stoku góry w Alishan

Jednym z najpiękniejszych i najtłumniej odwiedzanych rejonów Tajwanu jest masyw góry Ali (Alishan), z którego pochodzi najwyżej ceniona herbata zielona, zwana na Tajwanie herbatą wysokogórską. Na straży mienia okolicznych mieszkańców i pięknych miejsc stoi załoga posterunku w Fenqihu (奮起湖), która pozuje do innego zdjęcia (2021). Fot. miejscowa straż pożarna.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.

Pożar lasu bambusowego w masywie góry Ali

Gaje bambusowe to źródło pędów bambusa, które kiełkują w okresie od kwietnia do czerwca, a także materiałów budowlanych – z bambusa do dziś wykonuje się rusztowania budowlane o zadziwiającej wytrzymałości. Uprawa bambusa, który zasadniczo rośnie sam, to konkretny zastrzyk gotówki dla ludności zamieszkującej tereny górzyste, w których mało co dobrze rośnie, oprócz kawy, herbaty i właśnie bambusa.


Zobacz galerie plemion na fanpage autora FB, wspieraj go na Patronite albo Kup książkę o Tajwanie.




Autor zaprasza

Dołącz do Patronite

Do tej pory wyjazdy fotograficzne to ponad 70 000 USD. Wesprzyj kolejne wyprawy tutaj, a z Tajwanu tutaj.
Książka-album

Już w 2026 roku pojawi się album z opowieściami i dziesiątkami portretów. Zamów powiadomienie tutaj.
Książka

To 240 ilustracji i 750 stron fascynujących opowieści, spostrzeżeń i refleksji o Tajwanie prezentacja, kup e-book.
Pakiety reprodukcji A3

Autor zaprasza do zakupu pakietu 18 fotografii tutaj.