Myśl-wizja zamykająca całą książkę
Z fundamentalnych prawideł tego, jak działa świat, przedstawionych w tej książce, wynika przerażająca wręcz wizja. Da się ją dostrzec i zmontować z takich prawideł jak ta: „ludzie budują zdolność przetwarzania na poziomie kolektywnym – całej społeczności… Kosztem dobra i życia indywidualnych ludzi. Na Ostateczną Prawdę naprowadzają nas takie cegiełki zrozumienia jak „każdy skok cywilizacyjny powstał na barkach jednorazowej siły roboczej” (zob. s. 237). Prawidło:
Deficyt roboczogodzin, siły roboczej, zasobów, zdolności do innowacji, energii… uzupełniany jest z zewnątrz i kosztem kogoś z zewnątrz, kto nie jest klasyfikowany jako jeden z „nas”.
Czy to na linii „elita i ogłupieni poddani/obywatele”, wedle przynależności narodowej, rasowej czy jaką tam się na potrzeby rabunku wymyśli. Oni albo my! Albo my utracimy zdolność przetrwania i pożrą nas tamci, albo to my zniewolimy, albo pożremy ich.
Zniewalanie i eksploatowanie tych w dole, w każdej sferze i skali działania ludzkich społeczeństw, jest przyrodzonym, nieusuwalnym mechanizmem funkcjonowania wszelkich społeczności – od plemion przez narody do wielkich projektów cywilizacyjnych i wstrząsających światem imperiów. Wzajemne zniewalanie, dominowanie, trzymanie w dole… to przetrwanie. Ale przetrwanie kolektywne. Przetrwanie nie nas, a meta-homeostatów, w których jesteśmy, każdy z nas, nic nie znaczącymi trybikami.